2026 – Rok Przełomów i Nieodwracalnych Trendów
Gdy zaczynamy rok 2026, geopolityczna równowaga globu trzeszczy w szwach. To nie jest rok kolejnych standardowych napięć — to moment, który może zapisać się w annałach jako jedno z największych przesileń strategicznych od czasów zimnej wojny. Rosja wciąż prowadzi wyniszczającą wojnę w Ukrainie, Chiny umacniają swoją globalną pozycję, a Stany Zjednoczone przechodzą spektakularną transformację – od tradycyjnej roli lidera światowego ładu do polityki obrony interesów narodowych i ekspansywnego utrzymania dominacji w półkuli zachodniej. W tej nowej konfiguracji światowego ładu najgroźniejszym przeciwnikiem nie są już tylko „tradycyjni wrogowie”, ale ignorancja społeczna, polaryzacja polityczna i dezinformacja, które podważają fundamenty liberalnej demokracji od środka.
Multitactical.pl Wszelkie Prawa Zastrzeżone © 2026
Demokracja pod presją – nie od czołgów, lecz od narracji
Ignorancja przestała być problemem kulturowym. Stała się zagrożeniem systemowym. Liberalna demokracja – nigdy idealna, ale przez dekady gwarantująca rozwój, stabilność i bezpieczeństwo – traci dziś odporność. Nie dlatego, że jest „za słaba”, lecz dlatego, że została zaatakowana od środka: przez populistyczne narracje, antysystemowe emocje i cyniczne wykorzystywanie lęków społecznych.
Proces erozji demokracji liberalnych nie jest specyfiką Polski, lecz elementem szerszego, globalnego trendu. Think tank Freedom House od kilku lat konsekwentnie wskazuje na globalny regres demokracji liberalnych, w tym w Europie Środkowo-Wschodniej. W raporcie FREEDOM IN THE WORLD 2025 podkreślono, że nawet kraje klasyfikowane jako „wolne” coraz częściej zmagają się z głęboką polaryzacją, agresywną retoryką polityczną oraz spadkiem jakości debaty publicznej. Polska, choć nadal utrzymuje status państwa wolnego, została w ostatnich latach wskazana jako przykład kraju dotkniętego trwałym podziałem społecznym, który negatywnie wpływa na funkcjonowanie demokracji liberalnej.
Analizy Carnegie Endowment for International Peace coraz częściej wskazują, że kluczowym zagrożeniem dla stabilności państw demokratycznych nie jest dziś presja militarna, lecz procesy zachodzące wewnątrz społeczeństw. W raporcie Countering Disinformation Effectively autorzy podkreślają, że dezinformacja stała się jednym z najbardziej destrukcyjnych czynników wpływających na demokracje, ponieważ podważa zaufanie do instytucji, mediów i samego procesu wyborczego.
Carnegie Endowment wskazuje również, że dezinformacja działa najskuteczniej w warunkach silnej polaryzacji politycznej, gdy społeczeństwo funkcjonuje w odizolowanych „bańkach informacyjnych” (Polarization, Democracy, and Political Violence in the United States: What the Research Says). W takich warunkach manipulacja informacją nie tylko wzmacnia istniejące podziały, lecz także utrudnia racjonalną debatę i zdolność państwa do reagowania kryzysowego. Zjawisko to jest określane jako element szerszej „ery postprawdy”, w której emocje i narracje tożsamościowe wypierają fakty.
W innym opracowaniu Carnegie Endowment, poświęconym kurczeniu się przestrzeni obywatelskiej (Shrinking Civic Space, Digital Funding, and Legitimacy in a Post-Truth Era), autorzy zwracają uwagę, że technologie informacyjne są coraz częściej wykorzystywane jako narzędzie kontroli, dezinformacji i delegitymizacji przeciwników politycznych. W efekcie prowadzi to do systemowej erozji demokracji, często bez konieczności użycia siły militarnej. Jak zauważają badacze, jest to forma presji długofalowej, trudnej do jednoznacznego przypisania i znacznie tańszej niż klasyczne środki oddziaływania geopolitycznego.
Zarówno raporty Freedom House, jak i analizy Carnegie Endowment jednoznacznie pokazują, że współczesne zagrożenia dla demokracji mają przede wszystkim charakter wewnętrzny i informacyjny. Polaryzacja społeczna oraz dezinformacja stały się skutecznymi narzędziami destabilizacji, które mogą prowadzić do trwałego osłabienia państw demokratycznych bez przekraczania progu otwartego konfliktu. W tym kontekście Polska wpisuje się w szerszy, globalny proces, którego źródła i konsekwencje wykraczają daleko poza lokalną scenę polityczną.
Podręczniki historii przypominają błędy z przeszłości, ale nie uczą
Choć Polska, mimo swoich „wrodzonych i nabytych” przez dekady wad, pozostaje stabilną demokracją, najczarniejszy scenariusz wydaje się dziś mało prawdopodobny. Jednak w debacie publicznej coraz częściej pobrzmiewa ton zwątpienia w sprawczość państwa. Zaskoczenie jego bezradnością. Przekonanie, że „instytucje nie działają”. To bardzo niebezpieczny moment, bo tam, gdzie słabnie zaufanie do państwa, radykalizm wchodzi jak w próżnię. Populistyczne środowiska, odwołujące się do alternatywnych systemów wartości, skutecznie kanalizują społeczne frustracje i rosną w siłę, często jawnie łamiąc prawo. Państwo formalnie ich nie toleruje, ale nie potrafi też skutecznie reagować. A to niebezpieczny sygnał. Hasła takie jak „podzielmy Polskę na pół” (Podzielmy Polskę na pół. Zaprowadzi nas to ku nicości) przestały być wyłącznie prowokacyjną publicystyką. To już swoiste echo przekonania, że dwie wizje państwa nie potrafią pokojowo koegzystować.
Wracając pamięcią do tragicznych momentów historii – katastrof XVIII i XIX wieku, trudno uwierzyć w narodową głupotę, która doprowadziła do utraty państwa. To bezustanne skakanie sobie do gardeł w rytm politycznych sporów staje się powoli naszą polską przywarą. Nie jestem złośliwy, ale dziś jesteśmy świadkami podobnej sytuacji – zwarcia dwóch wzajemnie się wykluczających i nienawidzących (?) obozów, konserwatywnego i postępowego, kłótni, które tak jak w przeszłości rozsadzają nam państwo od środka. Co gorsza, wiele kłótni jest skutecznie podsycanych przez Rosję, która z łatwością rozgrywa nasze lęki i emocje. Zapiekłość, chciwość, egoizm, antysemityzm, te cechy doprowadziły do zaprzepaszczenia dorobku pokoleń i upadku państwa polskiego i dziś również dochodzą do głosu, stają się fundamentem narracji politycznej, codziennością mainstreamu. Te same głosy zaprzepaszczają dorobek III RP od 1990 roku.
Można sobie zadać pytanie, jak dziś, w nowoczesnym demokratycznym państwie, Polacy z taką bezrefleksyjną łatwością pogrążają się w agresji werbalnej i fizycznej skierowanej do ludzi innej narodowości i koloru skóry. Nagonka na uchodźców współgra z celami Putina, wewnętrznej społecznej i państwowej destabilizacji. Czy będąc w podobnej sytuacji znosilibyśmy to ze spokojem? Lęki i nienawiść są instrumentalnie przekazywane od politycznych prowodyrów do mas przez media społecznościowe. Ten brud rozlewa się po społeczeństwie wewnętrznie je osłabiając. Historia na żywo.
„To nie jest nasza wojna” – najbardziej niebezpieczne kłamstwo!
Wydarzenia ostatnich sześciu miesięcy pokazują, jak jest ważny i jednocześnie kruchy stan świadomości Polaków w kwestii identyfikowania kierunku, z którego nadchodzi prawdziwe zagrożenie. Jednym z najskuteczniejszych haseł rosyjskiej dezinformacji jest narracja: „to nie jest nasza wojna”. Po atakach dronowych, aktach sabotażu na kolei, cyberatakach i operacjach informacyjnych, wciąż słyszymy głosy podważające kierunek zagrożenia.
To klasyczny przykład wojny hybrydowej, którą NATO definiuje jako połączenie środków militarnych i pozamilitarnych – dezinformacji, presji ekonomicznej, cyberataków i destabilizacji społecznej (Countering hybrid threats). Wojna hybrydowa działa poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego, wykorzystując tanie, trudne do bezpośredniego przypisania techniki: od kampanii dezinformacyjnych i sabotażu infrastruktury krytycznej, po instrumenty ekonomiczne i manipulację opinią publiczną. Działania hybrydowe — prowadzone przez aktorów państwowych i niepaństwowych — erodują odporność społeczeństw demokratycznych i rodzą wyzwania, których tradycyjne systemy obronne nie są w stanie skutecznie wykryć i unieszkodliwić.
Polska już jest w stanie konfliktu hybrydowego. Brak czołgów na ulicach nie oznacza braku wojny. Oznacza tylko, że wróg działa taniej, skuteczniej i trudniej wykrywalnie. Hipokryzja części środowisk politycznych polega na jednoczesnym podsycaniu antyimigranckiej histerii i deklarowaniu wsparcia dla Ukrainy. Nie da się pogodzić tych dwóch narracji. Klęska Ukrainy oznacza bezpośrednie zagrożenie dla Polski – militarnie, politycznie i ekonomicznie. To nie jest kwestia opinii, lecz fakt potwierdzony przez analizy cenionych think tanków jak RAND Corporation.
Analizy amerykańskiego think tanku RAND Corporation potwierdzają, że wynik wojny na Ukrainie będzie miał bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo państw NATO i całej Europy, a klęska Ukrainy zagrażałaby nie tylko Kijowowi, lecz także Polsce, Litwie, Łotwie, Estonii oraz innym członkom sojuszu. Jak wskazał badacz RAND, Michael Cecire, podczas przesłuchania przed US Helsinki Commission; „jeśli konflikt zakończy się w sposób korzystny dla Moskwy, Rosja może być w stanie przeprowadzić atak przeciwko państwom NATO w ciągu najbliższych 5–10 lat” — co oznacza potencjalny powrót klasycznych zagrożeń militarnych w regionie (‘Cost of Bad Peace’ – Russia Could Invade NATO in 5 to 10 Years, Top Analyst Warns).
Tego typu ostrzeżenia podkreślają strategiczną wagę odporności Ukrainy jako bufora bezpieczeństwa. Klęska Kijowa mogłaby oznaczać nie tylko militarną hegemonizację ze strony Kremla, lecz także osłabienie wiarygodności Sojuszu Północno-Atlantyckiego, które z kolei skłaniałoby Rosję oraz inne autorytarne reżimy do testowania granic odpowiedzialności NATO.
Zrozumienie, że klęska Ukrainy oznacza bezpośrednie zagrożenie dla Polski nie jest trudne, choć wymaga odrobiny autorefleksji. Walka z dezinformacją to zadanie dla rządu, instytucji, organizacji i mediów. Niestety, w spolaryzowanej Polsce są media, które z premedytacją (głupotą) wykorzystują wzburzone kremlowską dezinformacją emocje do budowania zasięgów podobnie niektórzy politycy do promowania siebie i swojego przekazu.
Big Tech, algorytmy i emocje – nowa broń masowego rażenia
Media społecznościowe stały się idealnym narzędziem destabilizacji. Nie trzeba mieć programu, kompetencji ani odpowiedzialności. Agresja się klika. Strach się klika. Nienawiść się klika. Nie musisz mieć idei – wystarczy, że umiesz wzbudzać emocje. Skrajnie nacjonalistyczne ruchy i politycy dostali megafon, bo Facebook nagradza zasięgami za agresję. Wykorzystywanie dezinformacji dla własnych korzyści i celów jest testem, który przegrywamy. To granie bezpieczeństwem Polski.
Algorytmy rankingujące treści pod kątem interakcji sprzyjają dezinformacji i polaryzacji, ponieważ premiują materiały najbardziej angażujące, niezależnie od ich rzetelności. Mechanizm ten działa jak akcelerator — wzmacnia istniejące podziały społeczne i polityczne, zamiast je łagodzić. Analizy nad wpływem algorytmów na użytkowników potwierdzają, że ekspozycja na bardziej skrajne treści zwiększa wrogość wobec przeciwników politycznych, przyspieszając proces polaryzacji w czasie znacznie krótszym niż w warunkach naturalnych. W efekcie użytkownicy funkcjonują w zamkniętych bańkach informacyjnych, gdzie algorytmy selektywnie podtrzymują jedną, emocjonalnie spójną wizję rzeczywistości. Jak trafnie opisuje Kultura Liberalna, Big Tech nie są już neutralnym pośrednikiem informacji, lecz aktywnym graczem rynkowym, który zarabia na polaryzacji.
Każdy żyje dziś w swojej wersji rzeczywistości. Algorytmy nie pokazują świata takim, jaki jest – pokazują go takim, jaki wzmacnia nasze emocje. A ktoś na tym zarabia. Dosłownie.
Zagrożeniem nie jest Zachód
Narracja straszenia Unią Europejską, Niemcami czy szeroko pojętym „zgniłym Zachodem” jest nie tylko strategicznie absurdalna, ale wprost niebezpieczna z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. To narracja, która całkowicie ignoruje fakty: od 1999 roku fundamentem polskiego bezpieczeństwa jest NATO, a od 2004 roku – Unia Europejska. To dzięki tym strukturom Polska uzyskała gwarancje militarne, polityczne i ekonomiczne, jakich nigdy wcześniej w swojej historii nie posiadała.
Symptomatyczne — i zarazem alarmujące — jest to, że samozwańczy „obrońcy granic” nie protestują pod granicą rosyjską ani białoruską. Nie protestują przeciw agresji Kremla, nie domagają się twardej reakcji na sabotaż infrastruktury krytycznej ani na rosyjskie prowokacje militarne. Protestują tam, gdzie jest to medialnie opłacalne, algorytmicznie nośne i politycznie bezpieczne. To zachowanie nie ma nic wspólnego z troską o bezpieczeństwo państwa. To nie jest spontaniczny bunt społeczny, lecz zjawisko doskonale wpisujące się w logikę wojny informacyjnej.
Brak jednoznacznego potępienia aktów dywersji, sabotażu i rosyjskich operacji wpływu przez część skrajnie konserwatywnych i populistycznych środowisk jest otwartym zaprzeczeniem interesu narodowego. Relatywizowanie sprawców, sugerowanie „wewnętrznych prowokacji” czy symetryzowanie agresora i ofiary to nie pluralizm poglądów. To rozbrajanie państwa od środka, podważanie zdolności społeczeństwa do rozpoznania zagrożenia i reagowania na nie w sposób spójny.
Państwo, które w obliczu wojny hybrydowej nie potrafi jasno nazwać źródła zagrożenia, zaczyna przegrywać jeszcze zanim padnie pierwszy strzał. Relatywizacja agresji, symetryzowanie ofiary i sprawcy, podważanie sojuszy i instytucji międzynarodowych — to klasyczne elementy operacji wpływu, których celem jest osłabienie spójności społecznej i zaufania do własnych struktur państwowych. To nie jest „zdrowa krytyka Zachodu” — jest dokładnie tym celem, który od lat realizuje rosyjska strategia destabilizacji państw Europy Środkowo-Wschodniej.
Polska po 1990 roku budowała swoją pozycję na jasnym wyborze cywilizacyjnym: zakotwiczeniu w świecie Zachodu, praworządności, sojuszach i przewidywalności. Każda narracja, która dziś ten wybór podważa, działając na emocjach, strachu i resentymentach, nie wzmacnia suwerenności — niezależnie od tego, czy jej autorzy zdają sobie z tego sprawę – stają się elementem obcej gry.
W warunkach narastającej presji ze strony Rosji problemem nie jest „zbyt silny Zachód”. Problemem jest wewnętrzna erozja zdolności rozpoznawania wroga. A to jest dokładnie ten moment, w którym historia — jak pokazuje polskie doświadczenie — potrafi być bezlitosna. Zagrożeniem jest utrata zdolności odróżniania sojusznika od przeciwnika. A to jest pierwszy krok do strategicznej katastrofy.
Obywatel w centrum kryzysu
W tym całym chaosie jesteśmy my – obywatele. Ogłasza się kolejne zakupy uzbrojenia, programy modernizacji armii, wielkie strategie bezpieczeństwa. Ale gdzie w tym wszystkim jest zwykły człowiek? Coraz głośniej mówi się dziś nie tylko o sile wyrzutni czy liczbie samolotów, lecz o czymś znacznie bardziej podstawowym: o odporności społeczeństwa jako kluczowym elemencie bezpieczeństwa narodowego.
Jak wskazuje Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, odporność – zarówno państwa, jak i obywateli – stała się jednym z podstawowych warunków bezpieczeństwa w obliczu zagrożeń hybrydowych i kryzysowych. Odporność ta obejmuje szeroki zakres, od zdolności do działania administracji publicznej, przez zapewnienie kluczowych usług, aż po zdolność społeczeństwa do przewidywania, rozumienia i reagowania na różnorodne zagrożenia, w tym dezinformację, cyberataki czy przerwy w dostawach energii, wody i żywności.
Walka z obecnymi wyzwaniami nie kończy się na granicach instytucji państwowych. Społeczeństwo obywatelskie — organizacje pozarządowe, lokalne społeczności, grupy samopomocowe — staje się kluczowym filarem odporności. Sprawna pomoc sąsiedzka, umiejętność planowania kryzysowego, podstawowa znajomość pierwszej pomocy czy przygotowanie lokalnych planów bezpieczeństwa – to wszystko nie jest fanaberią, lecz realną strategią zwiększania odporności.
Również międzynarodowe projekty, takie jak inicjatywa Resilient Civilians wspierana przez NATO i partnerskie instytucje, podkreślają, że aktywny udział społeczeństwa w reagowaniu na działania hybrydowe jest kluczowy – obywatele są pierwszymi świadkami, celami i często pierwszymi reagującymi w sytuacjach kryzysowych.
Świat przez wiele lat żył w przekonaniu, że konflikty zbrojne są domeną armii, a obywatele pozostaną na marginesie wydarzeń. Dziś ta perspektywa okazuje się złudna. Równie realnym, a często pierwszym przejawem zagrożenia są cyberataki na infrastrukturę, dezinformacja służąca destabilizacji społecznej, sabotaż usług publicznych lub niespodziewane przerwy w dostawach powodujące panikę i chaos. Wojna hybrydowa nie pyta o to, kto nosi mundur. Dotyczy każdego z nas. Edukacja w zakresie bezpieczeństwa, umiejętność krytycznej analizy informacji i podstawowe przygotowanie kryzysowe stają się integralną częścią bezpieczeństwa narodowego.
Przez wiele lat żyliśmy w ułudzie, że jesteśmy już innymi ludźmi. Bardziej „cywilizowanymi”. Że „to” się już nie powtórzy. „Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie” – słynny cytat filozofa George Santayana brzmi niczym przepowiednia. Jednak realnym zagrożeniem nie jest jedynie brak pamięci historycznej. Problemem jest brak świadomości współczesnych zagrożeń i nieprzygotowanie społeczeństwa do ich realnych konsekwencji. Właśnie dlatego odporność rozproszona – oparta na edukacji, przygotowaniu i lokalnych sieciach wsparcia – staje się fundamentem bezpieczeństwa w XXI wieku.
Prognozy na 2026 – Co Dalej?
Rok 2026 jawi się w analizach think tanków, instytucji badawczych i światowych decydentów jako punkt krytyczny dla globalnej architektury bezpieczeństwa. W miarę jak konflikt na Ukrainie trwa, a rywalizacja mocarstw się nasila, fundamenty dotychczasowego ładu międzynarodowego ulegają pogłębionej erozji. W skali globalnej zauważalna jest coraz wyraźniejsza multipolarność, w której siła i wpływy nie są już determinowane przez jednego hegemona.
Eksperci zwracają uwagę, że świat wędruje w kierunku porządku wielobiegunowego (multipolarity), w którym przynajmniej cztery duże ośrodki – Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja oraz Unia Europejska – rywalizują o wpływy strategiczne w różnych regionach świata. W komentarzu naukowym dotyczącym przemian globalnego ładu wskazuje się, że obecna faza nie jest powrotem do zimnej wojny, lecz płynną multipolarnością, w której władza jest rozproszona i konkurująca w wielu miejscach jednocześnie, a nie skoncentrowana w jednym dominującym ośrodku (Europe, China, and the Making of a Multipolar Order).
Takie zmiany strukturalne mają realne konsekwencje. Raporty analizujące nastroje i ryzyka pokazują, że Europa stoi przed potencjalnie poważniejszymi wyzwaniami niż tylko wycofanie się USA z polityki bezpieczeństwa. Eksperci z Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego w analizie „najbardziej prawdopodobnych zagrożeń dla UE w 2026 r.” wskazują, że „największe ryzyko o największym wpływie stanowią zwiększone rosyjskie ataki hybrydowe na infrastrukturę krytyczną Unii (Eksperci nie mają wątpliwości. Wskazują największe wyzwanie dla Europy w 2026 r. „Najbardziej prawdopodobne”) – co podkreśla, jak bardzo rywalizacja mocarstw przenika się z nowymi formami wojny i destabilizacji.
Jednocześnie komentatorzy geopolityczni oraz analitycy instytucji badawczych wskazują, że tradycyjna struktura globalnej dominacji USA ulega przesunięciu. Według raportu Eurasia Group, Stany Zjednoczone w 2026 r. mogą być świadkiem „dalszego rozpadu własnego globalnego porządku”, będąc efektownie bardziej skoncentrowane na wewnętrznej przebudowie politycznej niż na utrzymaniu jednobiegunowego systemu międzynarodowego (Ian Bremmer: U.S. ending „own global order”). Takie przewidywania znajdują odzwierciedlenie także w ocenach europejskich przywódców, którzy coraz częściej podkreślają konieczność zwiększenia autonomii strategicznej Unii – nie tylko w sferze obronnej, ale także gospodarczej i technologicznej (Germany’s Merz tells Europe to assert itself to safeguard peace, prosperity).
Raporty głównych aktorów polityki międzynarodowej podkreślają, że era „siły ponad prawem” – rozumianej jako instrumentalne użycie interwencji militarnej, manipulacji prawem międzynarodowym czy szykanowania suwerenności państw – może właśnie się rozpocząć. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych sygnałów tej tendencji była interwencja USA w Wenezueli na początku 2026 r., która została szeroko skrytykowana jako naruszenie zasad suwerenności państw i reguł Karty Narodów Zjednoczonych (US intervention in Venezuela marks new blow to dying international order). Takie precedensy podważają zaufanie do norm stanowiących rdzeń ładu międzynarodowego i promują model, w którym prawo jest zastępowane interesem siły.
Ta epoka rywalizacji wielobiegunowej i niestabilnych sojuszy oznacza, że Europa – a wraz z nią Polska – nie może już polegać wyłącznie na obecności amerykańskiej jako gwaranta bezpieczeństwa. Jak wskazują zarówno badacze, jak i praktycy polityki zagranicznej, potencjalne wycofanie się USA z kluczowych regionów lub ich reorganizacja priorytetów strategicznych stawia pod znakiem zapytania dotychczasowe mechanizmy odstraszania i gwarancji sojuszniczych.
W tej dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości, gdzie dominujący aktorzy nie są już jedyni i nie mają już niekwestionowanej przewagi, Europa musi budować autonomię strategiczną – zdolność do działania własnymi środkami obronnymi, technologicznymi i ekonomicznymi, niezależnie od zewnętrznych gwarancji. To nie tylko kwestia militarna, ale również przemysłowa i cywilna — od przemysłu obronnego po systemy łańcuchów dostaw i bezpieczeństwo technologiczne.
Kilka słów podsumowania
Rok 2026 rozpoczyna się w cieniu globalnej niepewności. Świat zmierza w kierunku multipolarności, w której Stany Zjednoczone redefiniują swoją rolę, Chiny wciąż umacniają wpływy, a Rosja testuje cierpliwość Zachodu. Europa stoi przed wyzwaniem budowy własnej autonomii strategicznej, bo tradycyjne gwarancje bezpieczeństwa nie są już pewne. W tle tych globalnych przesileń mamy dramatyczne precedensy, jak porwanie prezydenta Wenezueli, które pokazuje, że zasady suwerenności i norm międzynarodowych mogą być dowolnie łamane – z konsekwencjami daleko wykraczającymi poza Amerykę Łacińską.
Jednak najbardziej przerażające zagrożenie kryje się tuż obok – w kraju, w nas samych. Ignorancja społeczna, podsycana przez polaryzację, dezinformację i populistyczne narracje, staje się dziś silniejszą bronią niż klasyczne zagrożenia militarne. W Polsce środowiska skrajnie nacjonalistyczne, prorosyjskie i populistyczne wkraczają do mainstreamu, wykorzystując media społecznościowe i algorytmy Big Tech, by wzmacniać strach, nienawiść i dezorientację. Efekt jest jednoznaczny: społeczeństwo traci zdolność realistycznej oceny zagrożeń, a państwo nie nadąża z reakcją. To właśnie brak świadomości obywateli i nieuwaga decydentów stają się fundamentem słabości państwa wobec wojny hybrydowej, cyberataków, sabotażu infrastruktury czy destabilizacji społecznej.
W tym kontekście kluczowe staje się przygotowanie rozproszone: edukacja, odporność obywatelska, lokalne sieci wsparcia i samowystarczalność. To nie luksus ani ideologia – to obowiązek w czasach, gdy wojna hybrydowa staje się codziennością, a każdy dzień przynosi nowe próby zdolności państwa i społeczeństwa do reagowania. Polacy, którzy lekceważą to zagrożenie, ryzykują utratę bezpieczeństwa, autonomii i stabilności. Jak pokazują raporty RAND, Carnegie czy Freedom House, klęska Ukrainy, ignorancja społeczna i brak strategicznych partnerstw to realne ryzyko dla Polski w 2026 roku.
2026 nie będzie rokiem, w którym wystarczy „posiadać pancerz”. Trzeba wiedzieć, jak go używać, chronić i gdzie budować dodatkowe linie obrony – zarówno militarne, jak i społeczne. To rok, w którym ignorancja staje się najgroźniejszym przeciwnikiem, a odporność – kluczowym zasobem. Kto tego nie zrozumie, może obudzić się w świecie, który przesuwa granice władzy i zagrożenia szybciej, niż pozwala na adaptację.
Zapraszam do polubienia i śledzenia nowości na koncie Facebook

Przemek – admin, dyrektor, preppers
Wybrane źródła:
Preppers – Wojna hybrydowa. Jak się przygotować na cyberataki, dezinformację i destabilizację społeczną – Multitactical.pl
Podzielmy Polskę na pół. Zaprowadzi nas to ku nicości – forsal.pl
MFREEDOM IN THE WORLD 2025 – freedomhouse.org
Countering Disinformation Effectively: An Evidence-Based Policy Guide –carnegieendowment.org
Polarization, Democracy, and Political Violence in the United States: What the Research Says – carnegieendowment.org
Shrinking Civic Space, Digital Funding, and Legitimacy in a Post-Truth Era-gcarnegieendowment.org
Countering hybrid threats – nato.int
‘Cost of Bad Peace’ – Russia Could Invade NATO in 5 to 10 Years, Top Analyst Warns – kyivpost.com
Bigtechy. Czy wolny rynek i wolny wybór jeszcze istnieją? – kulturaliberalna.pl
Społeczeństwo odporne na zagrożenia – gov.pl
Civil society engagement at the core of the ‘Resilient Civilians’ exercise – hybridcoe.fi
Ranking for Engagement: How Social Media Algorithms Fuel Misinformation
and Polarization – hbw.bse.eu
Social media algorithms can alter political views, browser extension study shows – geuronews.com
Strengthening Resilience-Towards the European Democracy Shield – europarl.europa.eu
JOINT COMMUNICATION TO THE EUROPEAN PARLIAMENT, THE COUNCIL, THE EUROPEAN ECONOMIC AND SOCIAL COMMITTEE AND THE COMMITTEE OF THE REGIONS European Democracy Shield: Empowering Strong and Resilient Democracies – disinfo.eu
Europe, China, and the Making of a Multipolar Order – globalpolicyjournal.com
Eksperci nie mają wątpliwości. Wskazują największe wyzwanie dla Europy w 2026 r. „Najbardziej prawdopodobne” – onet.pl
Ian Bremmer: U.S. ending „own global order” – axios.com
ANALYSIS OF RUSSIA’S INFORMATION CAMPAIGN AGAINST UKRAINE – stratcomcoe.org
Germany’s Merz tells Europe to assert itself to safeguard peace, prosperity reuters.com
US intervention in Venezuela marks new blow to dying international order – lemonde.fr
Global outcry after US launches strikes on Venezuela and captures president – theguardian.com
Multitactical.pl Wszelkie Prawa Zastrzeżone © 2026 Wszystkie zdjęcia i teksty są własnością Autora blogu. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez wiedzy i zgody Autora jest zabronione.









Najnowsze komentarze